W górach jest tak, że zaczynasz wierzyć. Wierzyć w naturę, nadludzkie moce, duchowość. Transcendencje migają jak powidoki po dłuższym patrzeniu w słońce. Tymczasem ja w tym wszystkim czuję się taka malutka! Piszę to z poziomu 974 metrów powyżej poziomu morza, powyżej poziomu wszystkiego co za moimi plecami. Siedzę zwrócona w kierunku tych strzelistych i monumentalnych grani, zapowietrzona tym majestatem. Nic mnie tak nie wznosi wewnętrznie jak góry. I nic tak nie uspokaja.

Bardzo czekałam na ten moment kiedy poranne witanie się ze szczytami i panoramą Tatr stanie się rytuałem. I że rozpoznam szczekanie małego psa, który podbiega pod mój balkon. Przez najbliższe tygodnie "tu" to mój nowy dom, nowe biuro, nowe powietrze. Powietrze! Niezużyte, przejrzyste, dostałam tym obuchem świeżości w twarz, i ten narkotyczny stan utrzymuje się do teraz. Nie wiem co kieruje człowiekiem, że myśli o ucieczkach i zmianach. Nie zadaję sobie tego pytania. To taki skrawek serca zwany dzikością i poszukiwaniem. I najgorsze, co można sobie zrobić, to tego zabronić. Nie zabraniaj sobie ucieczki.

 

Nie od dziś wiadomo, że miasto mnie męczy. Z wielu przyczyn mieszkam w Stolicy i nie wiem ile to jeszcze potrwa, ale szybko się męczę ludźmi i "przebodźcowaniem". Gdyby te bodźce były jeszcze jakościowe! Pewnie udałoby się bez jęku żyć i być. A tak, by żyć i być, trzeba wyjechać. Zmienić tapetę. Spuścić powietrze przepompowanych miejsc i ludzi. Zwracać uwagę na najmniejsze.

To nie jest manifest. Raczej spojrzenie z daleka, z tej perspektywy ptaka. Ja jestem turbo-szczęśliwa, że dziś i jutro spojrzę na to wszystko z góry. I to dosłownie. Magicznie zbliżasz się do czegoś, czego nie ogarnia oko, umysł i wszyscy Święci. Wewnętrznie rozlewa się takie ciepło - to porozumienie z naturą, szacunek do wszystkiego co wyższe i silniejsze.

Grzaniec w Schronisku na Hali Ornak

Rano zbiegam po schodach, zaspana jeszcze i otwieram drzwi balkonowe. I otrzymuje to wszystko co powyżej napisane. 🙂 Nieprzerwanie 'bożuję', Boże tam, Boże tu, o Boże! jak pięknie, Boże, to nie jest prawda. Boże to PRAWDA!

W garnku bulgoce rosół, w głośnikach gra coś nieprzeszkadzającego, a ja zliczam moje ekrany mobilnego studia. Są trzy - ekran komputera, ekran monitora i ekran powyżej wszelkich możliwych "K" rozdzielczości - ekran gór.

BOSSSKIEJ niedzieli!

B.