03/04/2018No Comments

Bliżej kosmosu!

W górach jest tak, że zaczynasz wierzyć. Wierzyć w naturę, nadludzkie moce, duchowość. Transcendencje migają jak powidoki po dłuższym patrzeniu w słońce. Tymczasem ja w tym wszystkim czuję się taka malutka! Piszę to z poziomu 974 metrów powyżej poziomu morza, powyżej poziomu wszystkiego co za moimi plecami. Siedzę zwrócona w kierunku tych strzelistych i monumentalnych grani, zapowietrzona tym majestatem. Nic mnie tak nie wznosi wewnętrznie jak góry. I nic tak nie uspokaja.

Bardzo czekałam na ten moment kiedy poranne witanie się ze szczytami i panoramą Tatr stanie się rytuałem. I że rozpoznam szczekanie małego psa, który podbiega pod mój balkon. Przez najbliższe tygodnie "tu" to mój nowy dom, nowe biuro, nowe powietrze. Powietrze! Niezużyte, przejrzyste, dostałam tym obuchem świeżości w twarz, i ten narkotyczny stan utrzymuje się do teraz. Nie wiem co kieruje człowiekiem, że myśli o ucieczkach i zmianach. Nie zadaję sobie tego pytania. To taki skrawek serca zwany dzikością i poszukiwaniem. I najgorsze, co można sobie zrobić, to tego zabronić. Nie zabraniaj sobie ucieczki.

 

Nie od dziś wiadomo, że miasto mnie męczy. Z wielu przyczyn mieszkam w Stolicy i nie wiem ile to jeszcze potrwa, ale szybko się męczę ludźmi i "przebodźcowaniem". Gdyby te bodźce były jeszcze jakościowe! Pewnie udałoby się bez jęku żyć i być. A tak, by żyć i być, trzeba wyjechać. Zmienić tapetę. Spuścić powietrze przepompowanych miejsc i ludzi. Zwracać uwagę na najmniejsze.

To nie jest manifest. Raczej spojrzenie z daleka, z tej perspektywy ptaka. Ja jestem turbo-szczęśliwa, że dziś i jutro spojrzę na to wszystko z góry. I to dosłownie. Magicznie zbliżasz się do czegoś, czego nie ogarnia oko, umysł i wszyscy Święci. Wewnętrznie rozlewa się takie ciepło - to porozumienie z naturą, szacunek do wszystkiego co wyższe i silniejsze.

Grzaniec w Schronisku na Hali Ornak

Rano zbiegam po schodach, zaspana jeszcze i otwieram drzwi balkonowe. I otrzymuje to wszystko co powyżej napisane. 🙂 Nieprzerwanie 'bożuję', Boże tam, Boże tu, o Boże! jak pięknie, Boże, to nie jest prawda. Boże to PRAWDA!

W garnku bulgoce rosół, w głośnikach gra coś nieprzeszkadzającego, a ja zliczam moje ekrany mobilnego studia. Są trzy - ekran komputera, ekran monitora i ekran powyżej wszelkich możliwych "K" rozdzielczości - ekran gór.

BOSSSKIEJ niedzieli!

B.

 

02/15/2018No Comments

MUST SEE i Cover Awarts 2017 czyli wystawy, na które zapraszam

Vogue, a sprawa polska.

Zdaje się, że kurz po wczorajszym tornado wokół pierwszego wydania polskiego Vogue powoli opada. I dobrze, bo obserwując różne dyskusje mam wrażenie, że bycie ekspertem w każdej gorącej dziedzinie życia jest naszym sportem narodowym. 🙂 Równolegle z pojawieniem się papierowej wersji ruszył portal internetowy (link powyżej), który według mnie jest świetnie zaprojektowany, przejrzysty, nowoczesny ale i skromny. Treści w ciekawy sposób są nam przedstawiane, a lekkość fontów szeryfowych które osobiście uwielbiam (!) sprawia, że może to być dużo mocniejsza propozycja debiutu niż papierowa wersja. Ja sama papier uwielbiam - ciężar każdej strony, opasłego magazynu, bogatego w drogie reklamy. Ale odstawmy modę na bok,... na inny wpis, bo ja dziś niekoniecznie o tym. Vogue Polska stał się faktem, walentynki minęły bezboleśnie, Shawn White trzeci raz zdobył złoto w halfpipe, czas na krótki wpis.

Read more

02/05/20183 Comments

Vibrant Gradient kontra reszta świata

Niesamowite jak może przylgnąć do człowieka (oczywiście entuzjastycznie) coś, co kiedyś zdawało się być czymś odrzucającym od pierwszego wrażenia. Gradienty. Cóż to za wielka kontrowersja! Piękne, okropne, czy też po prostu przyzwoite, nie wychodzą z mojej głowy ani trochę.

Read more

01/26/2018No Comments

Luźny piątek czy napięty grafik?

Właściwie to sama nie wiem!

Sama rzecz jest dość napięta, ale czuję fajne rozluźnienie przed sobotą i niedzielą (które nota bene i tak są pracujące dla mnie). Fuck up goni fuck up - tego życzę sobie jak najmniej.

Wracając do piątku i odwilży nie tylko na dworze, kumulacja niektórych projektanckich tematów sprawia u mnie, że wzrasta wydajność i chce się więcej i lepiej. I o dziwo wychodzi. Tylko czasem pojawia się na ramieniu siedzące zwątpienie "czy passa dobrego pomysłu może być nieskończona?" Czy jest gdzieś granica między ciągłą wydajnością, a znużeniem i wypaleniem? Nie chcę odpowiedzi. Kalendarz tyje od zapisanych kart, a właściwie trzy kalendarze.

Pierwszy - zasadniczy - mieści wszystkie najistotniejsze daty, terminy etapów, mikro rysunki i wolne myśli; drugi - przypisany tylko i wyłącznie do długofalowej współpracy; trzeci - to ściana, na którą patrzę. Zalepiona różowymi kartkami. Demon zapomnienia nie śpi, należy go wypędzać.

Bodźcuję się nieustannie. Dokumentalne filmy, tkaniny, migające obrazy, muzyka, stare versus nowe. Moda, mix połączeń. Ostatnim faworytem został Drien van Noten, dorobek jako projektanta mody, a także te nowe kolekcje na 2018/2019. System pracy, myślenia o produkcie, współpraca z ludźmi. No i Antwerpia. Jest w tym coś szlachetnego, skromnego, wizjonerskiego, a jednocześnie łechce po czymś niewidzialnym.

Dries van Noten Men A/W 2018/19

Dries w jednym z wywiadów wspomniał, że zainspirował się bardzo obrazami Francisa Bacon'a, który także dla mnie jest bardzo ważnym artystą. Nadrealne perspektywy, samotność, palety barw. Coś czego tu nie opiszę, a co zawiesza mój wzrok na tych obrazach. Myślę, że nie jestem odosobniona w tych uczuciach. Po prostu lubię kiedy jest dziwnie. Załączam także link do przyjrzenia się bliżej Study for Velazquez Pope II, które znajduje się w zbiorach Musei Vaticani

 

Francis Bacon - Portrait of Henrietta Moraes  /  Study for Velazquez Pope II   KLIK

Francis Bacon - Trzy studia do portretu Luciana Freuda (1969)

A piszę to znad kolejnej wizualnej rozgrywki, wyzwania.

Słucham dziś nowego Rasmentalism, Khruanbin, Jacka White'a. Chłonę piękne partie basu. Dziękuję za kolejne nieprzespane noce!

Niech załączony obrazek z galopującymi końmi będzie dobrą zapowiedzią na najbliższe dwa dni, a także - jak w moim przypadku - niech będą symbolem, który otwiera 2018 na nowe, coraz to lepsze wyzwania. Luźny piątek czy napięty grafik? Napięty piątek i luźny grafik. 🙂

B!

01/21/20182 Comments

Hello World, its Barrakuz!

Hola

Let me skip an intro – I hope no one here is without reason. I am pleased if you read it. It is my first, not perfect, rattled off and fast-written text. BUT HERE IT IS! Welcome to the first Barrakuz telegraph!

Read more

© 2018 Beata Śliwińska. All rights reserved.