Niesamowite jak może przylgnąć do człowieka (oczywiście entuzjastycznie) coś, co kiedyś zdawało się być czymś odrzucającym od pierwszego wrażenia. Gradienty. Cóż to za wielka kontrowersja! Piękne, okropne, czy też po prostu przyzwoite, nie wychodzą z mojej głowy ani trochę.

Nie mam wytłumaczenia na ten stan, nie opatrzyły mi się w żadnym szczególnym miejscu. Po prostu są. Stały się podstawą ostatnich tygodni pracy i choć momentami niewdzięczne i trudne w zastosowaniu, ostatecznie tworzą coś bardzo sensualnego i przyciągającego wzrok. Pierwsze wspomnienia przychodzą wraz z erą VHS. Gradientami operowali: BASF, TDK, Agfa, Kodak, najpierw były to wręcz bitowe przejścia kolorystyczne, by ostatecznie pokazywać całe spektrum wyświetlania środowiska RGB. Mam pewne własne wytłumaczenie na tę stylistykę!

Na pewno to kwestia zakochania w kolorach. Ale wszystkich jednocześnie.

Chyba nie ma osoby, która by nie miała w pamięci gradientowej kuli Scotch.

 

 

Bitowe gradienty - bardzo fajne uproszczenie tonalnych przejść. źródło: google.com

 

Owszem, możemy również kojarzyć gradient ze wschodem i zachodem słońca. Widokówki, pocztówki, wszystkie 'life captions' albo znienawidzone niegdyś foto-tapety z egzotycznym widokiem palmy na tle zachodzącego słońca (taka chyba była w moim domu.. mamo wybacz, to było złe - wtedy). 🙂 Dzisiaj chętnie założyłabym na siebie koszulkę z takim "wakacyjnym" landszaftem.

 

źródło: flickr.com

 

Zastanawiam się tylko, czemu coś tak naturalnego, co występuje każdego dnia, wydarzy się zawsze i jest bardziej pewne niż każda inna rzecz jest tak wypierana przez naszą wyobraźnię. Spectrum barw, wszystkie poświaty, załamania światła, powidoki występują naturalnie i nasza percepcja powinna przyjmować je naturalnie.

Z perspektywy czasu i tego jak dochodzimy do uproszczeń w życiu te opakowania stały się dla mnie zupełnie nową jakością, czymś co może stanowić core inspiracji albo poszukiwań w dobrym projektowaniu. Obecnie sama usilnie próbuję przemycić pewne powyższe skojarzenia. Bardzo proste znaki, uproszczone gradienty symbolizujące bezsprzecznie konkretne rzeczy. Dość ciężko było mi wizualnie dojść do kompromisu, by czytelność połączyć z prostotą. Liczę, że się udało, ale ocenić to będzie można dopiero za jakiś czas, gdy ruszy projekt, który art direktoruję.

Życie nie kończy się na gradientach, ale na pewno zaczyna się od dobrej kawy. Polecam ten rytuał, polecam także czasem popatrzeć w niebo i poszukać kolorów. Tymczasem poniżej kilka ciekawych, gradientowych realizacji. Polub, daj głos, skomentuj, pokłóć się. Kiss!

B